Puk, puk, jest tu kto? Czy ktokolwiek ma ochotę tu jeszcze zaglądać... czas przełamać ciszę, bo brak nowego postu zaczynał już mocno ciążyć mi na sumieniu ;)
Tyle się dzieje...zdjęcia na aparacie porobione leżały i czekały na to, bym w końcu zamieściła je na blogu.
Zmiany w kuchni ruszyły dalej na przód. Zakasałam rękawy i wzięłam się za przemalowanie terakoty na ścianie. Bałam się, że nie będę zadowolona z efektu, jednak po pierwszych ruchach wałkiem wiedziałam już, że będzie dobrze. Najważniejsze to dobrze odtłuścić malowaną powierzchnię. Do malowania użyłam farby akrylowej do drewna i metalu z dekorala, która daje efekt satyny, bo nie chciałam by kafle wyszły zupełnie matowe. Nałożyłam trzy warstwy. Wyszło super!!!
Zabrudzenia po gotowaniu, czy smażeniu czyszczę nad płytą gąbką nasączoną płynem do naczyń i nic się nie dzieje :)
Tak wyglądały kafelki na ścianie i meble w kuchni przed zmianami (znalazłam zdjęcie tylko jednej strony kuchni "przed").
A tak jest teraz :) Już nie wyobrażam sobie innego koloru w kuchni niż biel. Pojawiła się półeczka z przyprawami, zawisł także reling z metalowymi koszykami.
A w koszyku nowość, szara puszka Kitchen Craft, której nie mogłam się oprzeć tym bardziej, że była w promocji :)
Karnisze też przemalowane, jednak do tego użyta została farba - podkład w sprayu. Zawisły na nich uszyte przeze mnie zasłonki - zazdroski. Ta miętowa wersja będzie na wiosnę i lato, na jesień i zimę myślę o roletach w szarobiałe pasy.
O wiele lepiej wyglądają doniczki z ziołami na białym parapecie. Blat na razie został ten sam, nie da się wszystkiego wymienić od razu.
Farba w sprayu to także szybki sposób na zmianę takich drobnych rzeczy jak np. stojak na ręczniki papierowe, czy młynek do pieprzu (wersja oryginalna to ciemne drewno). Marzą mi się ceramiczne młynki Ib Laursena, bo ten nie do końca dobrze mieli, ale wyglądem teraz bardzo je przypomina :)
Szkoda, że nie mam zdjęcia tej ściany przed zmianami, stała tu tylko stara szafka bieliźniarka w ciemnym oliwkowym kolorze. Teraz mam półeczkę (tu jeszcze w miętowo - różowej odsłonie), wieszak na ręczniki, nowe listwy przypodłogowe (białe:)) no i przemalowaną komodę sosnową, która kiedyś stała w pokoju u dzieci,
Mój ulubiony kosz...do tej pory trzymałam w nim włóczki :)
Komoda oprócz koloru zyskała również nowe gałki.
A to już z lekka jesienna odsłona, na którą naszła mnie ochota gdy drastycznie spadła temperatura za oknem.
Ze spaceru z psem przyniosłam do domu trochę mchu...
Foremki na babeczki, świeczki i mech, tak niewiele trzeba...
Nad półką pojawiła się jedna z trzech tablic, które będą w kuchni.
Zrobiłam ją ze starej ramki od obrazka. Sosnowa ramka została przemalowana farbą akrylową a tzw. tył obrazka farbą tablicową (dwie warstwy). Wg opisu zamieszczonego na puszce, kredy można użyć dopiero po tygodniu od pomalowania, więc na razie z pisania nici ;)
Teraz na zamontowanie na ścianie czeka pomalowana już obudowa okapu, a na malowanie kolejne drzwiczki szafek (oczywiście na biało) i uchwyty (chcę żeby jednak były czarne).
Więc to jeszcze nie koniec...
Szaleństwo panowało nie tylko w kuchni.
Od września mój najmłodszy jako sześciolatek poszedł do pierwszej klasy. W sierpniu trzeba było kupić odpowiednią wyprawkę, tornister, strój galowy, trampki. Szukałam tornistra ze sztywnymi plecami. Nasz wybór po kilkudniowych poszukiwaniach w końcu padł na ten projektowany przez endo dla rossmanna, z bogatym wyposażeniem w środku. Do stroju galowego zamiast marynarki wolałam kupić sweterek, bo synek bardziej go wykorzysta.
Jak na razie pierwszoklasista jest zadowolony z faktu, że chodzi do szkoły, a mama z tego, że nie ma zadawanych prac domowych :)
Były też chwile spędzone przy maszynie nad zamówieniami...m.in. nad sukienką z dresówki, ale zdjęć niestety nie zdążyłam zrobić przed przekazaniem właścicielce :(
Uszyłam mój drugi kocyk minky, który był prezentem na chrzciny dla Martusi.
Kolejna serwetka z koronką...
Anioł...
Literki również jako prezent na chrzciny...
A kilka dni temu wysłałam nareszcie skończony (bo bardzo opornie mi z nim szło) bawełniany kocyk do nowej właścicielki. Rozmiar końcowy to 110 x160.
Nie da się ukryć że jesień jest tuż tuż, w mojej kuchni zagościły typowe jesienne przetwory. Z wyhodowanej po raz pierwszy we własnym warzywniku kapusty, zrobiłam kiszoną kapustę sałatkową. Robiłam ją także w zeszłym roku, ale z kapusty niewiadomego pochodzenia ;) Przepis znalazłam w gazecie "Konfitury & spółka" (Moje gotowanie poleca 1/2014).
Składniki:
2kg białej kapusty
1-2 marchewki
2 łyżki soli
łyżeczka ziaren ziela angielskiego
łyżeczka ziaren pieprzu
3-4 liście laurowe
Kapustę cienko szatkujemy, obraną marchewkę ścieramy na tarce o grubych oczkach. Wszystkie składniki wkładamy do dużej plastikowej miski i dokładnie mieszamy. Przykrywamy, zostawiamy na 1 godz., aby kapusta puściła sok. Ponownie mieszamy. Bierzemy po garści, odciskamy sok i pakujemy do słoików, dokładnie ubijając. Zamykamy, odstawiamy w chłodne miejsce. Po 2 tyg. kapusta jest gotowa.
Stamtąd pochodzi również przepis na najprostszy kompot śliwkowy, najsmaczniejszy i najbardziej aromatyczny wychodzi z mirabelek.
Składniki:
śliwki
kawałki kory cynamonu
cukier
Umyte śliwki (można wydrylować, ale nie jest to konieczne) układamy do wysokości 3/4 wyparzonych, wytartych do sucha słoikach. Do każdego wkładamy po kawałku cynamonu, wsypujemy po 5-6 łyżek cukru. Zalewamy gorącą wodą, zakręcamy, pasteryzujemy 15 min.
W ogrodzie także pojawiły się już jesienne akcenty.
W tym roku wyjątkowo obficie zakwitły hortensje.
Nawet tu nie obyło się bez malowania ;) Tę świerkową ławeczkę zamówiłam na allegro... marzyła mi się ławeczka w ogrodzie. Pomalowałam ją białą bejcą w żelu do drewna. W przyszłym roku będę chciała dosadzić koło niej róże, kocimiętkę i zioła.
Czas na zbiory :)
Mam nadzieję, że chociaż przez ilość zdjęć i długość tego postu (chyba pobiłam swój rekord :)) wybaczycie mi tę moją blogową ciszę. Oby kolejna nie była taka długa...
Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za Wasze komentarze. Nawet nie wiecie jaki uśmiech wywołują na mojej twarzy :) Dziękuję :)
Ps. Jeśli nic nie pokrzyżuje moich planów to 16.09 będę w Gdyni na konferencji Frontwoman, może któraś z Was również?