Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śpiący anioł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śpiący anioł. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 sierpnia 2017

m.in. o różach, szydełkowych liskach, żabach...

Witajcie Kochani po kolejnej, kilkumiesięcznej przerwie. Brak porządnego aparatu (bo zdjęcia po wyprowadzce córy, z którą to razem wyprowadził się aparat, robię zwykłym telefonem), własnego komputera (korzystam z uprzejmości syna), a przede wszystkim również czasu i chęci, przyczynił się do mojego milczenia na blogu (na fb kontakt jest). Świadomość ile czasu (godzin) potrzeba na zgranie, wybranie i przerobienie zdjęć, do tego ustalanie kolejności i jeszcze napisanie treści, wierzcie mi na słowo, nie pomaga.


Lato powoli się kończy, za dwa tygodnie powrót dzieci do szkoły, a na pomorzu tego lata było jak na lekarstwo, szkoda słów. Nieustanne deszcze, chmury, zimno, doprowadzały mnie i mój ogród do rozpaczy. Choroby grzybowe u róż, pognite kwiatostany lawendy, bieganie z donicami surfinii, by chować je przed deszczem, a potem znów wystawiać na miejsce, zbite od deszczu i gradu hortensje anabelle, najazd wszystożernych ślimaków, itp., itd....
Mimo wszystko udało mi się zebrać całkiem sporo truskawek, czerwonej porzeczki (czarną upatrzyły sobie jakieś nieznane mi owady), rabarbaru. Często zajadaliśmy się tartą z kremem z białej czekolady i mascarpone, posypaną czerwoną porzeczką. To chyba ulubione ciasto mojej rodzinki tego lata. 



Nie patrząc na pogodę postanowiłam sprowadzić do ogrodu kilka nowych róż. Pierwszą moją angielską różę kupiłam jesienią zeszłego roku. 


Heritage (angielska, Austin)


           

Iceberg (niemiecka, Kordes)



New Dawn


 

Artemis (niemiecka, Tantau)




Herzogin Christiana (niemiecka, Kordes)


Czekam, by zakwitła Pashmina oraz William and Catherine, więc zdjęcia będą następnym razem.
Kolekcja hortensji powiększyła się o dwie limelight. Na razie to małe sadzonki, ale już pięknie kwitły.



To moje anabelle w początkowej fazie kwitnienia


i później - obecnego stanu wolę nie pokazywać :(


Bobo - ma naprawdę wytrzymałe na wiatr i deszcz pędy :)


I mój największy zakątek z hortensjami, m.in. ogrodowe białe i różowe, moonlight...



W domu najdłużej wytrzymują mi ścięte kwiaty hortensji ogrodowej. Szafka, na której stoi dzbanek od GG (tegoroczny zakup, wypatrzony, z maleńką wadą, której prawie nie widać, za to cena miła oku ;)) jeszcze niedawno była brązowa. To jeden z kilku mebli, które pomalowałam wałkiem i farbą 3V3. 


Nowy kolor dostała też bieliźniarka,


dwie sosnowe komody (uchwyty kupiłam zimą w KIKu, chyba po 4 zł o ile dobrze pamiętam)


i stolik.



Kanapa z fotelami kiedyś doczeka się nowego obicia (myślę,że w kolorze jasnoniebieskim), a elementy drewniane też będą przebielone. 
Na swoją kolej do podreperowania i malowania czeka teraz sekretarzyk :)



W najbliższym czasie szykuje się również zmiana koloru ścian w jednym pokoju, ale o tym innym razem.
Moich prac szyciowych, czy też szydełkowych nie powstało w czasie trwania tej blogowej ciszy zbyt wiele.
Liski (wzór tutaj)



Żaby (wg tego schematu)




Świnka (wzór)


Króliś



Anioł


Podusia


Literki




Na sam koniec już zdjęcia z Borów Tucholskich, bardzo lubimy jeździć tam na grzyby. Nazbieraliśmy pełno kurek (porcyjki pomrożone:)), a przy okazji też jagód i borówek. 




Ostatni raz byliśmy tam tydzień przed nawałnicą...
Dziś...brak mi słów na ludzką i przyrodniczą tragedię, jaka wydarzyła się tak niedaleko. Codziennie słyszę i widzę wiele jednostek straży jadących w tamtą stronę.
Bogu dziękuję, że tamta, koszmarna noc dla nas skończyła się dobrze, jednak każdy dźwięk syreny strażackiej nie pozwala zapomnieć o tych , którzy teraz tam potrzebują naszej pomocy.  
Dobrej, spokojnej nocy Kochani.
Iwona




piątek, 11 września 2015

Kuchennej metamorfozy c.d. i nie tylko...

Puk, puk, jest tu kto? Czy ktokolwiek ma ochotę tu jeszcze zaglądać... czas przełamać ciszę, bo brak nowego postu zaczynał już mocno ciążyć mi na sumieniu ;) 


Tyle się dzieje...zdjęcia na aparacie porobione leżały i czekały na to, bym w końcu zamieściła je na blogu. 
Zmiany w kuchni ruszyły dalej na przód. Zakasałam rękawy i wzięłam się za przemalowanie terakoty na ścianie. Bałam się, że nie będę zadowolona z efektu, jednak po pierwszych ruchach wałkiem wiedziałam już, że będzie dobrze. Najważniejsze to dobrze odtłuścić malowaną powierzchnię. Do malowania użyłam farby akrylowej do drewna i metalu z dekorala, która daje efekt satyny, bo nie chciałam by kafle wyszły zupełnie matowe. Nałożyłam trzy warstwy. Wyszło super!!!
Zabrudzenia po gotowaniu, czy smażeniu czyszczę nad płytą gąbką nasączoną płynem do naczyń i nic się nie dzieje :)    
Tak wyglądały kafelki na ścianie i meble w kuchni przed zmianami (znalazłam zdjęcie tylko jednej strony kuchni "przed").


A tak jest teraz :) Już nie wyobrażam sobie innego koloru w kuchni niż biel. Pojawiła się półeczka z przyprawami, zawisł także reling z metalowymi koszykami.


A w koszyku nowość, szara puszka Kitchen Craft, której nie mogłam się oprzeć tym bardziej, że była w promocji :)


Karnisze też przemalowane, jednak do tego użyta została farba - podkład w sprayu. Zawisły na nich uszyte przeze mnie zasłonki - zazdroski. Ta miętowa wersja będzie  na wiosnę i lato, na jesień i zimę myślę o roletach w szarobiałe pasy.


O wiele lepiej wyglądają doniczki z ziołami na białym parapecie. Blat na razie został ten sam, nie da się wszystkiego wymienić od razu. 


Farba w sprayu to także szybki sposób na zmianę takich drobnych rzeczy jak np. stojak na ręczniki papierowe, czy młynek do pieprzu (wersja oryginalna to ciemne drewno). Marzą mi się ceramiczne młynki Ib Laursena, bo ten nie do końca dobrze mieli, ale wyglądem teraz bardzo je przypomina :) 


Szkoda, że nie mam zdjęcia tej ściany przed zmianami, stała tu tylko stara szafka bieliźniarka w ciemnym oliwkowym kolorze. Teraz mam półeczkę (tu jeszcze w miętowo - różowej odsłonie), wieszak na ręczniki, nowe listwy przypodłogowe (białe:)) no i przemalowaną komodę sosnową, która kiedyś stała w pokoju u dzieci,


Mój ulubiony kosz...do tej pory trzymałam w nim włóczki :) 


Komoda oprócz koloru zyskała również nowe gałki.


A to już z lekka jesienna odsłona, na którą naszła mnie ochota gdy drastycznie spadła temperatura za oknem.


Ze spaceru z psem przyniosłam do domu trochę mchu...



Foremki na babeczki, świeczki i mech, tak niewiele trzeba...


Nad półką pojawiła się jedna z trzech tablic, które będą w kuchni.  

Zrobiłam ją ze starej ramki od obrazka. Sosnowa ramka została przemalowana farbą akrylową a tzw. tył obrazka farbą tablicową (dwie warstwy). Wg opisu zamieszczonego na puszce, kredy można użyć dopiero po tygodniu od pomalowania, więc na razie z pisania nici ;)



Teraz na zamontowanie na ścianie czeka pomalowana już obudowa okapu, a na malowanie kolejne drzwiczki szafek (oczywiście na biało) i uchwyty (chcę żeby jednak były czarne).
Więc to jeszcze nie koniec...
Szaleństwo panowało nie tylko w kuchni.
Od września mój najmłodszy jako sześciolatek poszedł do pierwszej klasy. W sierpniu trzeba było kupić odpowiednią wyprawkę, tornister, strój galowy, trampki. Szukałam tornistra ze sztywnymi plecami. Nasz wybór po kilkudniowych poszukiwaniach w końcu padł na ten projektowany przez endo dla rossmanna, z bogatym wyposażeniem w środku. Do stroju galowego zamiast marynarki wolałam kupić sweterek, bo synek bardziej go wykorzysta.


Jak na razie pierwszoklasista jest zadowolony z faktu, że chodzi do szkoły, a mama z tego, że nie ma zadawanych prac domowych :)
Były też chwile spędzone przy maszynie nad zamówieniami...m.in. nad sukienką z dresówki, ale zdjęć niestety nie zdążyłam zrobić przed przekazaniem właścicielce :( 
Uszyłam mój drugi kocyk minky, który był prezentem na chrzciny dla Martusi.




Kolejna serwetka z koronką...


Anioł...


Literki również jako prezent na chrzciny...




A kilka dni temu wysłałam nareszcie skończony (bo bardzo opornie mi z nim szło) bawełniany kocyk do nowej właścicielki. Rozmiar końcowy to 110 x160. 



Nie da się ukryć że jesień jest tuż tuż, w mojej kuchni zagościły typowe jesienne przetwory. Z wyhodowanej po raz pierwszy we własnym warzywniku kapusty, zrobiłam kiszoną kapustę sałatkową. Robiłam ją także w zeszłym roku, ale z kapusty niewiadomego pochodzenia ;) Przepis znalazłam w gazecie "Konfitury & spółka" (Moje gotowanie poleca 1/2014).


Składniki:

2kg białej kapusty
1-2 marchewki
2 łyżki soli
łyżeczka ziaren ziela angielskiego
łyżeczka ziaren pieprzu
3-4 liście laurowe

Kapustę cienko szatkujemy, obraną marchewkę ścieramy na tarce o grubych oczkach. Wszystkie składniki wkładamy do dużej plastikowej miski i dokładnie mieszamy. Przykrywamy, zostawiamy na 1 godz., aby kapusta puściła sok. Ponownie mieszamy. Bierzemy po garści, odciskamy sok i pakujemy do słoików, dokładnie ubijając. Zamykamy, odstawiamy w chłodne miejsce. Po 2 tyg. kapusta jest gotowa.
Stamtąd pochodzi również przepis na najprostszy kompot śliwkowy, najsmaczniejszy i najbardziej aromatyczny wychodzi z mirabelek.


Składniki:

śliwki
kawałki kory cynamonu
cukier

Umyte śliwki (można wydrylować, ale nie jest to konieczne) układamy do wysokości 3/4 wyparzonych, wytartych do sucha słoikach. Do każdego wkładamy po kawałku cynamonu, wsypujemy po 5-6 łyżek cukru. Zalewamy gorącą wodą, zakręcamy, pasteryzujemy 15 min.
W ogrodzie także pojawiły się już jesienne akcenty.



W tym roku wyjątkowo obficie zakwitły hortensje.






Nawet tu nie obyło się bez malowania ;) Tę świerkową ławeczkę zamówiłam na allegro... marzyła mi się ławeczka w ogrodzie. Pomalowałam ją białą bejcą w żelu do drewna. W przyszłym roku będę chciała dosadzić koło niej róże, kocimiętkę i zioła.


Czas na zbiory :)




Mam nadzieję, że chociaż przez ilość zdjęć i długość tego postu (chyba pobiłam swój rekord :)) wybaczycie mi tę moją blogową ciszę. Oby kolejna nie była taka długa... 
Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za Wasze komentarze. Nawet nie wiecie jaki uśmiech wywołują na mojej twarzy :) Dziękuję :)


Ps. Jeśli nic nie pokrzyżuje moich planów to 16.09 będę w Gdyni na konferencji Frontwoman, może któraś z Was również?